Zakręceni Mastersi czyli bez pływania nie ma życiamedal 212 medal 243 medal 214
Letnie Mistrzostwa Polski, Olsztyn, 27-29 czerwca 2014 PDF

 

Arena Mistrzostw - „Aquasfera” - przywitała mnie końcówką treningu kadry Polski, którą mogłem poobserwować z holu głównego przez rozległą szybę – to tak zapewne dla przypomnienia, że wiele jeszcze, i to bardzo wiele, do wytrenowania przed mną.

Biuro zawodów pracowało szybko i sprawnie. Przy rejestracji, poza innymi formalnościami, należało od razu potwierdzić start na 1500m.

Wśród upominków, oprócz koszulki Mistrzostw i jakiegoś super-odżywczego proszku do rozpuszczania w wodzie pitnej, była ogromna tubka pasty do zębów.

Elektroniczny kluczyk do szafki dostawało się na całe zawody (było wygodnie - po jednym per capita), co stanowiło duże ułatwienie i oszczędzało czas.

Trochę statystyki:

-zgłoszonych zawodników 482 (143 panie, 339 panów) w tym z Białorusi, Cypru, Litwy,

Łotwy, Rosji, Szwajcarii oraz Ukrainy

- klubów 80

- niezrzeszeni.pl nie zajęli ostatniego miejsca w klasyfikacji medalowej.

Wyniki najmniejszej możliwej reprezentacji Klubu – tutaj.

Współzawodnictwo przebiegało sprawnie, sędziowie sympatyczni, ale gdy ktoś złamał przepisy, dyskwalifikację otrzymywał.

Obszerne trybuny zapewniały wystarczającą ilość miejsc dla zawodników i szczątkowej liczby kibiców. Moim skromnym zdaniem obiekt rozplanowany dobrze i bardzo funkcjonalny. Basen rozgrzewkowy sprawił na mnie wrażenie bardzo małego – zapewne dlatego, że ma tylko cztery tory, a do tego nie widziałem dwudziestki piątki od końca kwietnia (albo tam nie ma 25 metrów).

Na większości zawodów sędzia rozdzielający karty startowe pracuje na płycie basenowej albo w jakichś ciasnawych miejscach. Tutaj tego problemu nie było – kilka stolików do dyspozycji sędziów było ustawionych w bardzo obszernym holu, gdzie można było oczekiwać na swoją serię w grupie koleżanek i kolegów, porozciągać się albo rozluźnić na licznych materacach czy koncentrować się bez tłoku.

Nasz trener wywalczył komplet zwycięstw w swoich startach i ex aequo z Marcinem Babuchowskim zdobył pierwsze miejsce w klasyfikacji pucharowej Mistrzostw.

Ustanowiono wiele rekordów Polski, ale moją uwagę zwróciły osiągnięcia Ewy Szały, która płynąc 800m poprawiła trzy rekordy kraju, a 200 zmiennym - dwa. Chociaż i tak „gorzej” niż na 1500m w Obornikach, gdzie jej łupem padły od razu cztery.

Ogólnie było przyjemnie i bywało wesoło, a komuś zrobiło się chyba trochę zbyt wesoło. Nasz dużo starszy kolega Kazimierz From poprawił rekord Polski na 1500 dowolnym w kat. 80+, należący od wielu lat do dawno nieobecnego weterana Władysława Trawińskiego. Nie uzyskał niestety p. Kazimierz wyniku w klasyfikacji pucharowej wybitnego, ale ilu ludzi w Polsce w jego wieku jest w stanie i chce pływać 1500m? Umieszczenie informacji na wywieszanych listach wyników „rekord zawodów” zamiast „Rekord Polski” uważam za co najmniej niestosowne.

Zwykle po każdych zawodach, zwłaszcza trzydniowych, odczuwałem spore zmęczenie graniczące z bólem mięśni oraz pewną niechęć do rywalizacji. Tym razem może bardzo wypoczęty nie byłem, ale niesiony jeszcze entuzjazmem wywołanym faktem samodzielnego wyjścia z wody po konkurencji 1500m zacząłem poważnie myśleć o sierpniowych Mistrzostwach Polski Masters na wodach otwartych w Poznaniu. Mam nadzieję, że ekipa niezrzeszonych.pl będzie tam liczna i pełna animuszu.

 

WK


 
I Mistrzostwa Warszawy Open Water PDF

Po przegapionych z różnych przyczyn kolejnych edycjach pływania przy ul. Hirszfelda na GP Ursynowa pojawiły się w kalendarzu nowe zawody, jak to mówią „tuż za płotem” – Otwarte Mistrzostwa Warszawy w pływaniu na wodach otwartych organizowane przez Warsaw Masters Team we współpracy ze stołecznym WOPR-em. Zawody rozgrywane po raz pierwszy odbyły się na Jeziorku Czerniakowskim, które jest mi znajome z licealnych czasów, gdzie często bywałem.... pić piwo J Ale żeby nie było tak niesportowo, to czasem grywałem też na pobliskich kortach a i zdarzyło się pobiegać po pobliskich boiskach klubu piłkarskiego Delta. Mimo więc, że do wody wtedy się nie zbliżałem (choć nie powinno się mnie za to winić bo swojego czasu kąpiel w jeziorku była zabroniona, do czego często nawiązują klubowicze niezrzeszonych.pl czekając na dzień, kiedy na treningu zacznę świecićJ), można uznać, że akwen był mi już znajomy.

Dużą rolę, jako, że to zawody „pod chmurką” odgrywała oczywiście pogoda. Trzy razy sprawdzałem prognozy zanim w ogóle zdecydowałem się zgłosić na zawody i nie wróżyły one nić dobrego, choć należy przyznać, że tragedii też nie. Pogoda jak zwykle: cały tydzień upał do piątku do godziny 17 kiedy opuszczam mury swojego zakładu pracy. Tym razem też nie było inaczej. Patrząc w sobotę rano na termometr zaokienny można było ujrzeć liczbę 14 na tle szarego nieba przy akompaniamencie szumiących od dosyć silnego wiatru drzew. Ale nic to, szczególnie że zgłosiłem się na bieg w piance, więc bardzo źle być nie mogło J Niech się martwią Ci, co pływają w slipkach, pomyślałem sobie, i z tą też optymistyczną myślą w głowie wybrałem się nad jeziorko zabierając swojego najwierniejszego kibica (a właściwie kibickę- Ci co startowali na Ursynowie mieli już okazję poznać;)

Na miejscu od razu udałem się po odbiór identyfikatora (jak na prawdziwe zawody przystało) i pakietu startowego. Od razu zwróciło moją uwagę to, że osoby oddalające się od biura zawodów bogatsi są o całkiem pokaźnych rozmiarów torbę sygnowaną logo sponsora. Nie myliłem się, pakiety startowe to całkiem spora torba, w której znajdował się ręcznik od sponsora, czepek z numerem, żel energetyczny, woda, książka o jednym z uczestników powstania warszawskiego i kilka ulotek i zniżek. A, zapomniałbym o kuponie na posiłek regeneracyjny w rozstawionym na tę okoliczność grillu.

Odprawa i można się iść przebierać. Wbiłem się więc w swoją piankę, co nigdy nie jest łatwym zadaniem, choć tym razem poszło nadspodziewanie dobrze, i poszedłem na rozgrzewkę. Po zanurzeniu stóp w wodzie spotkało mnie miłe zaskoczenie- woda wcale nie była zimna! Wszedłem więc dziarsko po szyję i popłynąłem w stronę pierwszej boi. W momencie zanurzenia głowy i pierwszego oddechu było jednak dziwnie. Jakoś tak ciężko wziąć oddech. Jakoś tak zimno. No ale trudno, jak już byłem w tym miejscu nie mogłem się wycofać. Płynąłem więc dalej. Trener mówi, że dla niego pływanie w piance to oszukiwanie. Coś pewnie w tym jest, bo po pierwszych ruchach wydawało mi się, że płynę jakoś tak szybko. Nie mówiąc o tym, że nogi w ogóle nie toną, więc można spokojnie pływać machając samymi rękami, niczym z ósemką między nogami. Kilka ruchów i wróciłem na plażę szykując się do startu. Gdy spiker ogłosił 3 minuty do startu wszyscy weszli do wody i podpłynęli do linii startu wyznaczonej przez dwie bojki. Sędzia jeszcze cofnął tych nadgorliwych i czekaliśmy już na sygnał do startu.

Po starcie lekkie przepychanie, kilka osób na mnie wpłynęło, ja nie będąc dłużnym też kopnąłem parę osób (oczywiście przez przypadekJ) i nie chcąc się przepychać odpłynąłem trochę na bok, gdzie było mniej osób. Płynęło się nieźle. Szybko przyzwyczaiłem się, że widoczność po zanurzeniu głowy kończyła się na szybce od okularów a dalej zielone nic. Nie ma dna basenu, czarnej linii wyznaczającej kierunek płynięcia ani czystej, basenowej wody. Przez brak rzeczonej linii i brak doświadczenia w nawigowaniu moje zawody na 1500m przedłużyły się zapewne o jakieś 200-300 metrów. Najlepiej płynęło mi się odcinek gdy koło mnie płynął drugi zawodnik i patrzyłem na niego przy braniu oddechu. Po trochę ponad 27 minutach chwiejnym krokiem wyszedłem z wody, uderzyłem w tablicę z napisem META, przybiłem piątkę organizatorowi za co zostałem udekorowany pamiątkowym medalem. Szczerze mówiąc cieszyłem się, że to już koniec, bo po przyspieszeniu na ostatniej prostej, przy ostatniej bojce miałem już serdecznie dosyć. W namiocie promującym nową markę napojów i żeli energetycznych wypiłem kilka kubeczków izotonika i zadowolony patrzyłem jak do startu przygotowują się zawodnicy w konkurencji bez pianek. Niestety nie mogłem zostać do końca zawodów, a szkoda, bo w konkurencji na 2950 metrów płynęło kilku mocniejszych zawodników, w tym Jan Urbaniak, startujący w zeszłym roku w maratonie Hel-Gdynia.

W ogólnym rozrachunku zawody oceniam bardzo pozytywnie i chętnie wziąłbym udział po raz kolejny. Nawet pogoda nie pokrzyżowała szyków, miejscami nawet wyszło słońce (choć zaraz po tym jak wsiadłem do samochodu lunął deszcz a chyba 2950 jeszcze się wtedy nie skończyłoJ). Atmosfera na zawodach bardzo przyjemna, mam nadzieję, że w przyszłym roku reprezentacja naszego klubu będzie trochę większa (nawet jedna osoba więcej to już skok o 100% więc szansa na poprawę jest;))

Tomek F.

 
„XIV Otwarte Integracyjne Mistrzostwa Wielkopolski w Pływaniu Masters” PDF

15 lutego 2014

W lutym roku 2009 rozpocząłem swoją skromną karierę masterską właśnie w Poznaniu, więc stwierdziłem, że w tym roku, w piąta rocznicę, także kolejny raz pojadę.

Zawody na ul. Chwiałkowskiego zawsze cieszą się sporą frekwencją i również teraz trybuny pełne były uczestników a ja za każdym razem odnoszę wrażenie, że podczas rozgrzewki niecka jest prawie cały czas zatłoczona do granic możliwości. Jest to wynikiem sporej frekwencji i przede wszystkim relatywnie krótkiego czasu przeznaczonego na rozruch – tylko pół godziny.

Program tradycyjnie taki sam od trzynastu lat, daje możliwość popływania tak sprinterom jak i miłośnikom dwusetek oraz ośmiuset metrów. Jak już od dłuższego czasu, przestrzegano limitów na tym ostatnim dystansie, przekroczenie wyznaczonej granicy skutkowało niezaliczeniem startu.

Nasza skromna, trzyosobowa ekipa klubowa starała się pływać szybko, czego efektem jedna życiówka (jak to w tym roku - Gosia przoduje), trzy rekordy klubowe a i trzy miejsca na podium – te ostatnie po jednym per capita. Więcej informacji - tutaj.

Porównać swoich wyników niestety nie mogłem – na debiucie pewien przydzielacz przydzielił mi nie to, co chciałem wtedy płynąć i co było już z tymże przydzielaczem uzgodnione, a dostałem to, czego nie chciałem pływać w tym roku tylko dla porównania. Zainteresowani sprawy znają.

Pięć lat temu upominkiem były bardzo praktyczne plecaki, wytrzymałe i pojemne. Noszę swój regularnie na treningi i jeszcze na pewno wiele sezonów posłuży. W tym roku wręczano młodszego brata, również ze stosownym napisem. Wydaje się idealny by spakować koszulkę, ręcznik (czy jak w moim przypadku futerał z okularami) itp. podczas przygotowania do startu i zabrać po rywalizacji za jednym zamachem, nie mocząc niczego w środku.

Koledzy Zbigniew Pietraszewski I Jacek Thiem jak zwykle znakomicie łączyli prowadzenie zawodów ze startami.

WK

 
NasTROJE w Rumi PDF

 

Z roku na rok na zawody do Rumi wyrusza coraz liczniejsza reprezentacja naszego klubu. Na pierwszych zawodach szlaki przetarł Andrzej, w ubiegłym roku dołączyłam ja, a w tym roku wybrał się również Wojtek.

Nastroje były różne.

Mnie niezmiernie ucieszyły życiówki. Andrzejem targały mieszane uczucia. Z jednej strony był zadowolony ze stabilnych wyników, z drugiej strony, po udanym starcie w Obornikach, liczył na więcej. Wojtek wydawał się zawiedziony, że przyjechał nad morze, a wkoło widzi same góry. Co do wyników, to z dumą zwracał uwagę, że zdeklasował Andrzeja w klubowych rankingach na 400 zmiennym.

Każde z nas stawało po dwa razy na podium. W konkurencji 800 dowolnym koledzy nawet stali razem zajmując pierwsze i drugie miejsce. Tutaj Andrzej rekordu klubowego nie oddał. Na 400 dowolnym i 400 zmiennym obu panów wyprzedził Mariusz Gabiec. Chociaż Andrzej twierdzi, że to nie on ich wyprzedził, tylko oni go nie dogonili…

Oprócz dyplomów były też nagrody dla siedmiu najlepszych zawodników i zawodniczek. Andrzej dołożył do swojego bagażu leciutkie okulary przeciwsłoneczne, a ja dwie kilogramowe hantle. Dobrze, że przyjechaliśmy samochodem…

Następnego dnia po zawodach my z Andrzejem wybraliśmy się na zwiedzanie Elbląga, a Wojtek dopytywał którędy nad morze…

Małgosia


 
Mega dystans PDF

Zawody w Obornikach wypadły w terminie mrozów i związanych z nimi utrudnień. Tablice informacyjne na dworcu mrugały do nas kilkudziesięciominutowymi opóźnieniami. Mieliśmy jednak nadzieję, że skoro nasz pociąg zaczyna trasę w Warszawie, to może nam się uda. I w rzeczy samej. Wyruszyliśmy punktualnie…, aby na odcinku Warszawa Centralna – Warszawa Zachodnia, z powodu zamarzniętych rozjazdów, złapać godzinę opóźnienia. Podczas postoju czas umilała nam jedna z pasażerek zdając przez telefon relację z podróży do Tel Awiwu. Z ciągnącej się w nieskończoność opowieści dowiedzieliśmy się m.in., że mega jej się podobało i że mega by chciała wrócić.

Doszłam do wniosku, że współczesna polszczyzna jest mi obca i zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem dla niektórych nie brzmię już jak Mikołaj Rej…

W momencie, kiedy nabrałam ochoty na długie dystanse skończyły się zawody w Rawiczu. Natura jednak nie lubi próżni i luka szybko została wypełniona. Od kilku lat długie dystanse na początku roku oferuje Rumia, a w tym roku dołączyły Oborniki z rzadko spotykaną konkurencją, 1500 dowolnym, również dla pań. Takiej okazji nie można było przepuścić.

Warunki do pływania okazały się wspaniałe… przepraszam, mieliśmy mega warunki do pływania. Mimo że, jak to zwykle bywa przy takich dystansach, organizatorzy straszyli w regulaminie, że mogą wsadzić po dwie osoby na tor, to jednak każdy miał tor dla siebie, do tego z mega chłodną wodą.

Rekordy Polski sypały się gęsto. W sumie zawody opuściło sześcioro nowych rekordzistów.

Na koniec, oprócz medali i dyplomów, były też upominki dla najlepszych, dla najstarszych, dla najmłodszych oraz przyznawane w drodze losowania.

Wygoda na torze, jak się okazało, ma swoją cenę. Zawody trwały na tyle długo, że zaczęliśmy się obawiać, czy zdążymy na pociąg. Jednak przesympatyczne panie z baru powiedziały nam, jak skrótami szybko dotrzeć na dworzec, a droga wzdłuż starego nasypu kolejowego okazała się nie tylko najkrótsza, ale też mega urocza.

Z zawodów wróciliśmy, wprawdzie bez rekordów Polski, ale każde z nas z brązowym medalem i z całą pewnością… tfu, mega na pewno za rok znów przyjedziemy.

Małgosia

 


Strona 3 z 10