Zakręceni Mastersi czyli bez pływania nie ma życiamedal 212 medal 243 medal 214
Stresująca Dębica PDF

55 rekordów Polski, przy niezbyt dużej jak na MP frekwencji, wybitnie świadczy o tym, że tych najlepszych nie zabrakło. Było na co popatrzeć, podpatrywać, zazdrościć i podejmować mocne postanowienia - spróbuję więcej, mocniej, lepiej.

Niemal z zapartym tchem patrzyłam na 400dow Dominiki, która zaczęła szybko a później tylko przyspieszała, zostawiając konkurentki z serii coraz dalej za sobą. I dopłynęła z poprawionym o dwie sekundy, własnym rekordem Polski, dziewięć sekund przed następną w serii.
Niekwestionowanym mistrzem tych Mistrzostw był Mariusz Gabiec z Masters Olsztyn zdobywając sześć rekordów Polski. Ale i pozostali Krystyna Fecica (4 rekordy), Renata Bastek (4 rekordy), Mirek Warchoł (4 rekordy) Madej, Cabaj-Drela, Sołtyk i wielu innych pokazywali jak do MP trzeba się przygotowywać.
Nasze własne rekordy, tylko życiowe, jeszcze daleko za takimi osiągnięciami ale może kiedyś, jak dożyjemy:-))) A na razie cieszymy się z poprawiania własnych życiówek, z medali zdobytych, wywalczonych a nawet z tych niejako dostanych z rozdzielnika:-) W końcu medal z MP to jednak jest coś czym można się pochwalić.
Pojechało nas tym razem pięcioro z jednoosobową damską obstawą. Część prawie leniwie samochodem a Gocha i Andrzej ambitnie na rowerach. Tzn rowery jechały pociągiem ale i na miejscu były używane do dojazdów na basen i po zawodach gdzieś w dzicz Bieszczad zawiozły ich (o czym może potem napiszą)
Samochód nie miał najszczęśliwszej drogi. Po pierwsze niezawodny zawsze do tej pory serwis internetowy nieco zaniżył czas dojazdu co już powodowało kłopoty a na dodatek spisując na szybko adres z internetu zanotowałam adres basenu letniego, znajdującego się na drugim końcu miasta. W rezultacie weszłam na basen na 5 min przez podanym w regulaminie czasem rozpoczęcia zawodów i z przerażeniem zobaczyłam, że moja seria już staruje. Jeszcze szybki, niemal biegiem kurs dookoła basenu i rozmowy z kilkoma sędziami i organizatorami z prośbą o zezwolenie na start z męską serią. Końcowa rozmowa z sędzią głównym i jego stanowcze "nie". I nawet nie ma na kogo się złościć bo sama te adresy pomyliłam. Kolejne i kolejne pytania zaprzyjaźnionych zawodników czemu nie wystartowałam w swoim ukochanym delfinie dobijały. Ale potem start w sztafecie i uczucie, że basen jest przyjazny, "szybki",  rozmowy z Agą i otrzeźwienie - przecież zaczęli zawody wcześniej, niezgodnie z regulaminem więc trzeba jeszcze spróbować walczyć. Kolejne rozmowy z sędziami i organizatorami tyle, że bliższe składania oficjalnego protestu niż proszenia i jest decyzja - mogę popłynąć swoje 50 delfinem startując z 800 dowolnym tyle, że z drugiej strony basenu czyli daleeeko od maszyny startowej (pytanie "czy Pani usłyszy?"). Jeszcze na koniec straszenie, że dyskwalifikacja za najmniejszy błąd i ... brązowy medal wywalczony. Jeszcze nigdy aż tak wszechstronnie nie musiałam o żaden walczyć:-) Organizatorzy byli na tyle mili, że na trzecie miejsce podium zaprosili nas we dwie, żeby Kasi, która już przez dłuższy czas cieszyła się z brązu nie odbierać radości.
A dalej jak to na Mistrzostwach, dłuuugo - jeden dzień, drugi, trzeci. Sukcesy i porażki, worek medali Gosi i przeszczęśliwa mina Pawła, że zdobył jeden.
Trzeba by i o samych zawodach. Ludzie (sędziowie i organizatorzy) sympatyczni, starty sprawnie przeprowadzane mimo konieczności przenoszenia maszynerii z jednej strony basenu na drugą ale jakoś tak mało "mistrzowsko". Maty elektroniczne  z jednej strony tylko (stąd to przenoszenie startów) co i brak międzyczasów powoduje i trudniejsze nawroty na śliskiej ścianie. Medale owszem duże i ciężkie ale takie bardzo, bardzo standardowe. Już się chyba przyzwyczailiśmy, że na MP są specjalne, odlewane na tą okazję. I nie tylko na MP bo i Stalowa Wola takimi obdarowywała. Brak też takiego miłego gestu dla tych co nic nie zdobędą, jak koszulki czy choćby jakiś długopis, czy jakieś "alboco". Tak na pamiątkę, bo nie każdy może medal wywalczyć a przecież żeby propagować pływanie trzeba zostawiać jak największej liczbie zawodników miłe wspomnienia. Prawdopodobnie mała ilość zgłoszonych (czytaj mała ilość wpisowego) miała spore znaczenie. Koszty basenu, sędziów, wynajęcia sprzętu są stałe, niezależnie od ilości startujących i sporo funduszy pochłaniają. Niemniej w rezultacie trudno było się zachwycać. Było sympatycznie.
MKW
PS Ale gdyby znów miały tam być zawody polecam ze względu na naprawdę "szybki" basen i uśmiech sędziowskoorganizatorski.
 
XVIII Otwarte Mistrzostwa Warszawy w Pływaniu Masters PDF
Wpisany przez matylda   
wtorek, 04 czerwca 2013 16:50

W weekend 1-2 czerwca po raz kolejny stawiliśmy się w ośmioosobowym składzie na słupkach warszawskiego basenu gotowi do rywalizacji.

Pomimo, że Mistrzostwa Warszawy wchodzą do Pucharu Polski, do startu zgłosiło się jedynie 152 zawodników. Dla porównania, w ostatnim roku w Warszawie wystartowało ponad 200 osób. Nie zaskakuje to o tyle, że za dwa tygodnie są Mistrzostwa Polski w Dębicy i część zawodników nie chciała łamać cyklu przygotowawczego. Oprócz bardzo silnej reprezentacji warszawskich klubów (w tym naszego K.S. niezrzeszeni.pl) znalazły się osoby z innych polskich miast, a także reprezentacja Ukrainy oraz bardzo liczna reprezentacja litewska.

Zawody niestety niosły za sobą trochę chaosu organizacyjnego. Wiem, że mam małe doświadczenie w tego typu imprezach, ale po ostatnim starcie w Stalowej Woli jakoś więcej oczekiwałam po zawodach w stolicy. Moim zdaniem główne niedociągnięcie leżało w sposobie w jaki były wydawane karty startowe. Można je było wziąć i zniknąć. Sędziowie nie mogli się doliczyć osób, które mają iść na start i jakoś kompletnie nie było wiadomo co się dzieje. Drugim słabym punktem był sposób wydawania dyplomów. Zostały one rzucone na stół i weź znajdź swój. W moim rozumieniu dostanie dyplomu to wyróżnienie, a ta forma jakoś sprawiała, że odebrałam go z wielką niechęcią, a część nie odebrała w ogóle bo nie mogła ich znaleźć. Może po prostu zniknęło w rękach jednego z dzieci przychodzących na basen na zajęcia. Rozumiem, że może nie było czasu na udekorowanie wszystkich na podium, choć wiem po Stalowej Woli, że się da, ale może chociaż jedna osoba rozdająca je w holu i gratulująca? Ostatnia rzecz i chyba najważniejsza to fakt pojawienia się w dniu zawodów nowych sztafet wystawionych przez organizatora. Moim zdaniem organizator nie powinien robić odstępstw wobec siebie szczególnie, że to on sam regulamin ustalał. Powinien on świecić przykładem. Możliwe jest, że odstępstwa były również wobec innych drużyn, ale w moim , i nie tylko, odczuciu było to zbyt rażące.

No ale koniec tego narzekania. Z przyjemnych elementów był bardzo głęboki basen gdzie świetnie się robiło nawroty, przemili sędziowie nawrotów i startowi, czy też dostępne jacuzzi gdzie można było się zrelaksować po starcie. Ogromne podziękowania należą się dla lekarza, który zajął się naszym klubowiczem i doprowadził go do stanu wystarczającego do wybrania się z nami na wieczorek, notabene w bardzo przyjemnej knajpce. Oraz dla pani Ewy Kosmol, której głos niósł się w dniu zawodów i rozwiewał często pojawiające się wątpliwości. Była na pewno najlepszym spikerem na tych zawodach i nie powinna nawet na sekundę (oprócz swoich startów) oddawać mikrofonu:-)

To teraz czas pochwalić się jak nam poszło. Jako klub (niezrzeszeni.pl) wystawiliśmy reprezentację 8-osobową. Wzięliśmy udział w 27 startach indywidualnych oraz 2 sztafetach. Zdobyliśmy 9 złotych medali, 11 srebrnych i 5 brązowych. Aż 14 startów zakończyło się poprawieniem naszych „życiówek”. Zajęliśmy też jako klub czwarte miejsce w kasyfikacji ogólnej.Takie wyniki to na pewno dzięki naszym klubowym krokodylkom (Tomasz i braciszek), którzy dzielnie nas obserwowali i jak trzeba było gonili w wodzie dla uzyskania lepszych czasów.

Jakie są nasze dalsze plany? Już za dwa tygodnie staniemy do kolejnych rywalizacji. Część z nas będzie na Letnich Mistrzostwach Polski Masters w Dębicy. Część klubowiczów popłynie w ostatnim mitingu Pucharu Ursynowa. Trzymajcie za nas kciuki!!! Później zaczniemy przygotowywać się do kolejnych ważnych zawodów, czyli Zimowych Mistrzostw Polski w Krakowie , może chcecie dołączyć?

Aga

PS Na parkingu w drugim dniu zawodów, ktoś (zapewne inny uczestnik) porysował samochód naszemu klubowiczowi. Jeżeli ktoś z Was widział zdarzenie prosimy o informację bo bez lakierowania raczej się nie obędzie, a sprawca nie zostawił po sobie innego śladu niż ten na samochodzie

Zmieniony: wtorek, 04 czerwca 2013 20:34
 
Toruń 2013 PDF

Wyjazd na zawody często jest dla mnie okazją do zwiedzenia, czy to miasta, w którym zawody się odbywają, czy też okolicy.  Dlatego ucieszyła mnie informacja, że organizatorzy zawodów w Toruniu zapraszają na nocne zwiedzanie starówki. W sobotę wieczorem stawiliśmy się więc pod murami, które kiedyś były zamkiem krzyżackim, gdzie czekał na nas przewodnik w osobie Andrzeja Szufarskiego.

Toruń, jak się okazało, nie skąpi atrakcji. Jakąś godzinę przed zbiórką odkryliśmy, że nieopodal odbywa się festiwal tańców celtyckich. Niestety, nie skończył się, zanim rozpoczęliśmy naszą wycieczkę i wybór pomiędzy imprezami był naprawdę trudną decyzją, pomimo tego, że pogoda nie zachęcała do spędzania wieczoru na dworze. Deszcz wprawdzie przestał padać, ale i tak stojąc w porywistym, zimnym wietrze i podziwiając tancerki oraz układy choreograficzne, zastanawialiśmy się, jak dziewczyny wytrzymują w strojach zakrywających ciało niewiele bardziej niż kostiumy kąpielowe. Oderwaliśmy się jednak od pokazów tanecznych, a inni uczestnicy wycieczki od jakiegoś meczu. Chyba grali Niemcy, bo w trakcie zwiedzania opowieść przewodnika przerywana była doniesieniami o sytuacji na boisku, w tym o golu strzelonym w ostatniej minucie.

Jeżdżąc od kilku lat na zawody przekonałam się, że przebiegają one niezmiennie według utartego schematu i w tej rutynie obejmującej rejestrację, rozgrzewkę, starty, dekoracje, nie spodziewam się, że coś mnie zaskoczy. A jednak! Tym razem sędzia wydający karty startowe wyczytywał zawodników podając tylko imię. No, nie powiem, było to nawet całkiem miłe. A na koniec organizatorzy zaskoczyli wszystkich niespodzianką, która też chyba wszystkich rozbawiła. Dwoje najstarszych uczestników zawodów otrzymało po paczce toruńskich pierników.

Małgosia

 
Wyjeżdżamy do Stalowej Woli i witamy Tomasza na Ursynowie PDF

Nadszedł ten moment kiedy i my odważyliśmy się ruszyć gdzieś dalej niż na warszawski basen. Czemu akurat Stalowa Wola? Bo nasi bardziej doświadczeni klubowicze stwierdzili, że tam jest miło, dobry basen, świetna organizacja, super prezenty i niesamowita imprezka.

Taka reklama przekonała nawet sceptycznie nastawionego do tematu Pawła. I tak też ruszyliśmy w składzie Matylda, Aga, Paweł ,Andrzej i nasza czołowa kibicka Grażyna. Organizatorzy, zawodnicy i cała otoczka nas nie zawiodła, a łatwo nie było po tak zacnej reklamie. Nawet pogoda mimo wszelkich okrutnych prognoz okazała się przepiękna i wyjazd będzie mi się kojarzył ze słoneczkiem.

Zawody, jak zawsze, były dwudniowe. Każde z nas dzielnie wystartowało w 4 konkurencjach (po 2 każdego dnia). Żałowaliśmy jedynie, że nie mieliśmy szansy wystartować w sztafecie, ale niestety mixów nie było. A jak nasze wyniki? Każdy z nas wrócił z co najmniej jednym medalem, ale to co nas bardziej cieszyło to bicie swoich własnych życiówek. No i nie zapomnijmy o wylosowanych nagrodach. Rower niestety nam się nie trafił, ale każdy, oprócz mnie, wrócił z prezentem.

 
Ursynów 9 marca PDF


Dnia 9.03.2013 w centrum OSiR-u znajdującym się przy ul. Hirszfelda 11 odbyły się trzecie zawody z cyklu Grand Prix Ursynowa w Pływaniu.

Jak dla mnie była to pierwsza tego typu impreza, ponieważ z dwóch poprzednich skutecznie udało mi się wymigać. Fanem rywalizacji nie jestem, ale tym razem zabrakło mi powodów, które mogłyby usprawiedliwić moją nieobecność. W ten oto sposób, w sobotni poranek, zamiast spokojnie zająć się odsypianiem tygodnia, pojawiłam się na niecce basenowej.

Trudno powiedzieć ile było grup, kategorii i uczestników, ale atmosfera była bardzo przyjemna i miło oglądało się starcia kolejnych pływaków. W końcu przyszła kolej na mnie i dopiero wtedy sobie przypomniałam, czemu nie lubię zawodów. Duch rywalizacji nie podziałał na mnie dobrze i zarówno w kategorii wiekowej jak i open mój występ zadowalający nie był. Jednak współklubowiczom poszło dobrze i właściwie każdy z „Niezrzeszonych.pl” stanął na podium. Nie ważne, że Krzysiek pokonał chłopaczka, który ledwie dorastał mu do bioder, a w kategorii do stylu klasycznego kobiet startowały trzy osoby. Humory jeśli opuszczały to na krótką chwilę, a na końcu wszyscy zadowoleni wrócili do domu. Pomimo, że moje podejście do zawodów się nie zmieniło, to wrócę na kolejne. Taka już jestem:-)

ML

 


Strona 5 z 10