Zakręceni Mastersi czyli bez pływania nie ma życiamedal 212 medal 243 medal 214
Toruń 2013

Wyjazd na zawody często jest dla mnie okazją do zwiedzenia, czy to miasta, w którym zawody się odbywają, czy też okolicy.  Dlatego ucieszyła mnie informacja, że organizatorzy zawodów w Toruniu zapraszają na nocne zwiedzanie starówki. W sobotę wieczorem stawiliśmy się więc pod murami, które kiedyś były zamkiem krzyżackim, gdzie czekał na nas przewodnik w osobie Andrzeja Szufarskiego.

Toruń, jak się okazało, nie skąpi atrakcji. Jakąś godzinę przed zbiórką odkryliśmy, że nieopodal odbywa się festiwal tańców celtyckich. Niestety, nie skończył się, zanim rozpoczęliśmy naszą wycieczkę i wybór pomiędzy imprezami był naprawdę trudną decyzją, pomimo tego, że pogoda nie zachęcała do spędzania wieczoru na dworze. Deszcz wprawdzie przestał padać, ale i tak stojąc w porywistym, zimnym wietrze i podziwiając tancerki oraz układy choreograficzne, zastanawialiśmy się, jak dziewczyny wytrzymują w strojach zakrywających ciało niewiele bardziej niż kostiumy kąpielowe. Oderwaliśmy się jednak od pokazów tanecznych, a inni uczestnicy wycieczki od jakiegoś meczu. Chyba grali Niemcy, bo w trakcie zwiedzania opowieść przewodnika przerywana była doniesieniami o sytuacji na boisku, w tym o golu strzelonym w ostatniej minucie.

Jeżdżąc od kilku lat na zawody przekonałam się, że przebiegają one niezmiennie według utartego schematu i w tej rutynie obejmującej rejestrację, rozgrzewkę, starty, dekoracje, nie spodziewam się, że coś mnie zaskoczy. A jednak! Tym razem sędzia wydający karty startowe wyczytywał zawodników podając tylko imię. No, nie powiem, było to nawet całkiem miłe. A na koniec organizatorzy zaskoczyli wszystkich niespodzianką, która też chyba wszystkich rozbawiła. Dwoje najstarszych uczestników zawodów otrzymało po paczce toruńskich pierników.

Małgosia

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Slideshow by phatfusion
Design by Next Level Design Lizenztyp CC